Góry Czywczyńskie – Stoh, triplex oraz sistiema

Góry Czywczyńskie

Przedstawiam rozległy masyw górski zawarty w granicach szerzej pojętych Karpat Marmaroskich, a ściślej w obszarach niemalże zamkniętego dla turystyki grzbietu granicznego. Od Stoha po Hnitesę na odcinku granicznym – tam rozdzielają się Czywczyny na dwie zbliżone powierzchniowo części, w głębokim obniżeniu Przełęczy Łostuńskiej. Wysyłają na dwóch przeciwległych kierunkach liczne odnogi, których stoki opadają ku dzikim dolinom : Wazeru na południu oraz Czarnego Czeremoszu na północy. Stoh jest miejscem, które w przeszłości zapisało się jako styk nieistniejących dziś już rubieży. Oddzielał dawniej jako tzw. triplex granice trzech państw : Polski, Czechosłowacji oraz Rumunii. Jest to niewielki znak kamienny na zachodnim krańcu pasma, pożądany przez świadomych jego istnienia, żądnych przygód i wrażeń zdobywców. Sam triplex prócz znaczenia międzynarodowego był pewnym symbolem stabilności granic, dziś natomiast traktowany jest jako kultowy, mający charakter pożądanego zabytku, będący celem wypraw, nie zawsze jednak możliwych do zrealizowania. Przez długie lata powojenne nierealnym było się tam dostać. Potężna sistiema blokowała wszelką chęć wędrówki, a drut kolczasty, dawniej pod napięciem, sprawia i dziś ponure wrażenie.  Po upadku ZSRR nastąpiła transformacja ustrojowa, reżim zelżał, lecz wciąż nie każdy miał szczęście dotrzeć w Czywczyny, jednocześnie na szczyt Stoha, czy też Hnitesy mógł jedynie wspiąć się w wyobraźni. Wiek XXI przyniósł tu kolejne zmiany – pojedyncze grupy turystów zaczęły coraz śmielej pojawiać się w Górach Czywczyńskich, także ostatecznie na skraju drugiej dekady obecnego wieku można stwierdzić, że Czywczyny wraz ze swymi magicznymi wierzchołkami zdobyć może w zasadzie niemal każdy turysta, który wie jak zachować się przed, oraz w trakcie pobytu, w tych wciąż zagadkowych górach. Mimo wielu pozytywnych przemian jak i nastrojów, wciąż lokalne drogi, płaje oraz nieliczne szlaki turystyczne są tu puste – właściwie nawet i dla samych obywateli Ukrainy czywczyński obszar to terra incognita. Oczywiście częściej spotkać tu można  wędrowców z Polski bądź Czech.

Góry Czywczyńskie sąsiadują od północnej strony ze znaną powszechnie Czarnohorą oraz pięknymi i rozległymi choć niestety zarastającymi Połoninami Hryniawskimi, także dojazd w ostatnie pasmo górskie Ukrainy po stronie galicyjskiej jest więc z punktu widzenia logistycznego całkowicie realny i nie tak trudny jak jeszcze przed 30 laty. Na południowo wschodnim krańcu pasma znajduje się magiczna i legendarna Hnitesą o której  pisałem już w przeszłości, natomiast po środku nieco na północ od grzbietu głównego, w postaci zwornika, rozłożył się najwyższy prócz Hnitesy Czywczyn jawiący się jako potężny masyw górski, przez swe położenie mało dostępny, lecz tym samym wielce osobliwy i pożądany. Góry Czywczyńskie prócz specyficznego piękna, odosobnienia i tajemniczości, bywają traktowane jako miejsca nie zawsze bezpieczne i nie zawsze przyjazne. Oddalone od siedzib ludzkich zarówno po jednej jak i drugiej stronie granicy pozbawione są możliwości zapewnienia szybkiej pomocy, w razie wypadku. Ratunek oraz ewakuacja w razie niepogody, uszczerbku na zdrowiu czy też zagubienia, może być wielce problematyczny, choć same góry trudne orientacyjnie nie są. Inną również negatywną cechą jest pewna aura … stworzona przez specyfikę obecności „trudnej granicy”. Przemytnicy przechodzą przez górskie przełęcze, wierchy oraz ścieżki, zarówno leśne jak i połoninne. Ostatnimi czasy zapewne w większym stopniu przemycani są ludzie, stale przenosi się towary bezakcyzowe, mimo to samych pograniczników nie widać wielu. Wieża obserwacyjna na Rochach, i położona nieopodal strażnica oraz barak pograniczników na Stohu, zastawa w Szybenem oraz Kalinczi, kilka quadów, motorów oraz samochodów. Pasmo graniczne wydaje się rozległe w stosunku do obstawy kordonu. Wędrując w przeszłości w obszarach Hnitesy oraz Purula nie napotkałem nikogo zarówno po jednej jak i drugiej stronie linii granicznej, jednak tu, w okolicach Stoha dyżur pełnią już skrupulatnie, choć również i z życzliwym nastawieniem.

Szybene – wieś przygraniczna ukryta pośród gór i lasów nad brzegiem Czarnego Czeremoszu. Traktowana jako doskonała baza wypadowa w głąb gór, zarówno Czywczyńskich jak i Hryniawskich, jednocześnie fatalnie połączona ze światem – tutaj w szczególności z większą i bardziej znaną Werhowyną oraz innymi mniej lub bardziej znanymi miejscowościami turystycznymi w górskich obszarach Ukrainy. Szybene dość mocno skupione jest jako wieś na tle wielu huculskich miejscowości których gospodarstwa są rozrzucone często w znacznym oddaleniu od siebie. W 2008 r. powódź zabrała tu wiele domów, gdy potężny Czarny Czeremosz pozrywał mosty, oraz nadwyrężył bezpieczeństwo magicznej i mimo wszystko nie do końca bezpiecznej trasy na odcinku Werhowyna – Burkut. Sam Burkut położony jest o godzinę marszu z Szybenego – tam dojechać jest już niezwykle ciężko. Droga i tak fatalna wzdłuż Czarnego Czeremoszu do Szybenego, staje się na burkuckim odcinku, prawdziwą katorgą, choć jednocześnie niezwykłą przygodą. We wsi Szybene stoi zastawa – placówka straży granicznej. Stoi przy niej szlaban wstrzymujący niewielki ruch przygraniczny, właściwie jedynie turystyczny. Tutaj należy okazać paszport, mieszkańcy Szybenego oczywiście poruszają się swobodnie. Maszerując w Połoniny Hryniawskie informować możemy pełniących służbę przy zastawie o przebiegu trasy i jej końcowym celu, natomiast podążając za przygodą w głąb Gór Czywczyńskich musimy okazać pozwolenie, szczególnie jeśli poruszać będziemy się w ścisłych obszarach granicy państwowej. To już nie są czasy zamkniętych umysłów zrodzonych i wyhodowanych w latach sowieckich. Pogranicznicy to już nie umysłowe gobliny o sztywnych karkach. Patrzą obecnie na turystę życzliwym wzrokiem – odnieść można wrażenie że i bez pisemnego zezwolenia zechcieliby przepuścić. Myślę że w takim przypadku warto przygotować się merytorycznie i posiadać dla okazania dobre mapy oraz przewodniki. Jako informację dla pogranicznika, który wpuścić może w Góry Czywczyńskie –  tak by miał świadomość, iż turysta nie zgubi drogi i będzie przestrzegał pewnych zasad poruszania się w górach granicznych.

Wyruszamy w góry w południe mając do wyboru dwie ścieżki, które zaprowadzić mogą nas do celu. Wyznaczamy sobie zadanie – musimy dotrzeć pod zieloną kopułę Stoha. Jest to wierzchołek szczególny – jego położenie świadczy o rozdziale nie tylko granicy między państwowej ale również geograficznej. Wprawdzie Góry Czywczyńskie zostały wyodrębnione od Karpat Marmaroskich trochę na siłę, są jednak ich sporą częścią. Stoh odziela więc te właściwe Marmarosze od Czywczynów na odcinku zachodnim, na północ wysyła również krótką odnogę „czywczyńską” po Przełęcz Szybeńską, która z kolei oddziela Góry Czywczyńśkie od znanej powszechnie Czarnohory. Za tą przełęczą kierunek obierają turyści w stronę Popa Iwana czarnohorskiego. Stoh rónież jest miejscem historycznym i poniekąd legendarnym. Na szczycie góry do dziś stoi pamiątka z lat przedwojennych – kamienny, walcowaty słup nazywany triplexem. Jest to wyznacznik dawnego styku trzech granic : polskiej, czechosłowackiej oraz rumuńskiej. Stoi dziś pomiędzy współczesnymi słupkami ukraińsko rumuńskimi w nienaruszonym stanie jako słupek początkowy. Od tego miejsca w kierunku północno – zachodnim, przez Beskidy aż po Odrę biegły słupki kamienne, w niewielkim stopniu i dziś zachowane na kilku karpackich odcinkach. Natomiast w kierunku południowo wschodnim aż do Hnitesy i dalej na północ wzdłuż potoków źródliskowych Białego Czeremoszu, następnie jego nurtów aż do ujścia do Prutu i dalej do ostatniego trójstyku tj. polsko – rumuńsko – radzieckiego u ujścia Zbruczu do Dniestru, biegły słupki żeliwne które niestety dziś niemal w całości zniknęły z linii grzbietowej pasma granicznego oraz przy samej rzece.

Spróbujemy dostać się na szczyt – wprawdzie wierzchołek na którym stoi triplex znajduje się już po drugiej stronie zasieków oraz za KSP (Kontrolno Slidową Połosą) , mamy jednak wydrukowaną kopię prośby o wtargnięcie w pas ziemi zakazanej. Wierzchołek łatwiej zdobyć od strony rumuńskiej, tam nie ma sistiemy a sami pogranicznicy nie wymagają od turysty składania wcześniejszej prośby o pozwolenie – można to załatwić w placówce służb granicznych w Puniele de sub Munte bądź w Viseu de Sus w zależności który odcinek Gór Czywczyńskich chcemy eksplorować. Dziś jednak w przeciwieństwie do wyprawy sprzed trzech lat na Hnitesę, idziemy od strony ukraińskiej. Nic jednak nie zapowiada, by wędrówka tematyczno zadaniowa miała stracić sens oraz powodzenie – idziemy przez uroczysko Banhof, jednak druga ścieżka o której wspominałem jest równie ciekawa a może i piękniejsza, lecz dla nas mniej praktyczna, ze względu na to, że idąc w stronę Stoha a następnie na Czywczyn musielibyśmy cofać się na sporym odcinku, natomiast idąc przez Banhof zrobimy ciekawą i piękną widokowo pętelkę. Tamta ścieżka mimo wszystko warta jest większej uwagi, prowadzi nią bowiem dawna droga wojenna wybudowana podczas I wojny światowej na potrzeby armii austriackiej w celu szybkiego przerzutu wojsk oraz zaopatrzenia. Nazwana imieniem feldmarszałka niemieckiego Augusta von MacKensena. Już w odległej przeszłości biegł tędy wygodny płaj huculski na południową stronę Karpat, Austriacy natomiast wybudowali trasę dobrej jakości która na odcinku transgranicznym : Szybene – Przełęcz pod KopilaszemRuska pełni funkcję dogodnego przemieszczania się pograniczników zarówno ukraińskich jak i rumuńskich. Do dziś prezentując świetny stan zachowania wspina się serpentynami pod górę mijając placówkę pograniczników oraz wieżę obserwacyjną na Rohah. Jeśli ktoś nie ma zezwolenia na pobyt w Górach Czywczyńskich, nie powinien tędy iść. Patrole mają tu najwygodniejszy dojazd ku szczytowym partiom gór i wgląd w całą granicę z pozycji samochodu, motoru oraz stałej wieży obserwacyjnej.

Studnia  w okolicy uroczyska Banhof. Niedaleko stąd znajduje się kilka opuszczonych, drewnianych zabudowań. Rozpalamy w wyznaczonym miejscu ognisko, następnie smażymy kiełbasę i gotujemy wodę by napić się kawy. Przed nami krótkie lecz ostre podejście na połoninę, wcześniej jednak czeka nas parokrotna przeprawa przez rwący i zimny jak lód, górski, mocno wezbrany potok.

Kilkukrotnie przeprawiamy się w brud. Nie ma suchego przejścia, mosty piesze zerwały powodzie. Gdzieś wcześniej była Klauza Szybene, nie mamy czasu na sprawdzanie stanu ostatnich pozostałości dawnej budowli, wkomponowała się na dobre w poszycie – szkoda, w przeszłości wyglądała naprawdę okazale.

Pop Iwan ukazuje ledwie swe kontury. Chmury wiszą nad Czarnohorą, choć grzbiet główny wraz z oddzielonym przełęczą Petrosem widać jeszcze dość dobrze. Wchodzimy na Połoninę Raduł – tu według mapy znajdować ma się źródełko – trzeba uzupełnić puste już butelki i poszukać miejsce na nocleg. Źródło znajduje się nieco poniżej drogi w zagłębieniu które oferuje również stanowisko pod namioty. Chwilę wahamy się nad ostatecznym miejscem noclegu i wybieramy pustą staję pasterską. Jest w dobrym stanie, a w środku stół oraz ławy zbite z desek, także wygodne pomieszczenia do spania. Robimy kolację zakropioną miejscowym samogonem, rozmawiamy i cieszymy się dobrym zakończeniem dnia. Pogoda na razie nas oszczędza, zobaczymy co przyniesie jutrzejszy dzień, wprawdzie nastaje zimna noc, ale pogodna i bezchmurna. Jutro czeka nas podejście na Stoha – tam w odległości kilometra na południe widzieliśmy wcześniej u podstawy góry zasieki, trzeba przejść przez bramę, dalej stoi wartownia a na szczycie kordon, jeśli nas przepuszczą staniemy przy triplexie. Jeszcze tylko kilka godzin snu i wyruszymy znów grzbietem głównym przez połoninę do bram zamkniętego świata tkwiącego w wąskim pasie odgradzającym obydwa kraje.

Świt nad Czywczynami z okna stai pasterskiej w rejonie Połoniny Raduł. Wstałem niestety trochę za późno i tym samym nie utrwaliłem właściwego wschodu słońca, który pewnie doskonale był widoczny nieco wyżej na grzbiecie głównym, kwadrans marszu powyżej szałasu pasterskiego. Czywczyny są fascynujące, szczególnie gdy poranny i wieczorny spektakl podparty doskonałą pogodą wprawić może nas w zachwyt i zdumienie.

Drewniany talerz na wzór ikony w jednym z szałasów. W półmroku jaki panuje we wnętrzu doskonale wkomponował się w kolorystykę otocznia będąc zarazem ledwie widocznym – może to i dobrze …

Michailecul wyłonił się między Stohem a Korbulem. Wierzchołki na południowy zachód od granicy przybierają już wysokogórskie oblicze jednak w pełni możliwym będzie przyjrzeć im się, jeśli dane nam będzie stanąć na szczycie który właśnie wyrasta przed nami.

Stoh, czyli stóg – jak kopa siana, taki przypomina kształt. Legenda głosi iż zbój Dobosz werbował tu młodych „żołnierzy” do swej szajki. Wierzchołek pomału zarasta, jeszcze teraz zdążymy objąć wzrokiem karpackie wierchy, ale pewnie za kilkanaście lat Stoh stanie się niczym nie wyróżniającą górą przypominającą bardziej łagodne, zielone wzgórze, niż tkwiący pośród połonin legendarny wierzchołek.

W miejscu gdzie ścieżka biegnie trawersem u podstawy góry, stoi brama oznaczona jako Worota nr 1. Tuż za nią dostrzegamy budkę przeznaczoną dla patroli ukraińskiej straży granicznej. Cisza dookoła panuje absolutna, nie widać ludzi nie słychać głosów. Następuje przejście za sistiemę – zobaczymy co się wydarzy …

Około 15 minut zajmie nam marsz na wierzchołek, jednak nie wiemy jak zareaguje żołnierz, czy nakaże na się wycofać, czy też zadzwoni do placówki w Szybenem, może wystarczy jednak pismo z prośbą o pozwolenie i zapewnienie iż zostało pozytywnie rozpatrzone … Zaspany pogranicznik przygląda się mając w oczach pewnego rodzaju zobojętnienie. Dostaje po chwili do ręki wydrukowaną kopię prośby. Czyta i w międzyczasie odrywając wzrok od kartki patrzy na nas, by po chwili odezwać się – nie iść za kordon … Zostawiamy więc przy baraku plecaki i ruszamy na szczyt.

Podchodzimy wąską ścieżką w rejon współczesnych słupów granicznych. Po lewej jak na dłoni jawią nam się dwa bliźniacze wierzchołki : najwyższy w całych Górach Marmaroskich Farcaul i niewiele niższy, długi Michailecul – wierzchołki charakterystyczne, widoczne z wielu karpackich szczytów, najpiękniej prezentują się podczas morza mgieł, gdy czubki obydwu wystają pośród sinego bezmiaru powlekającego okoliczne szczyty. Stałem na nich w przeszłości, spoglądając w kierunku z którego dziś patrzę na nie. Wtedy w przeszłości Stoh ledwie majaczył w okrytej burzą i przecinanej świetlistymi błyskawicami przestrzeni, dziś aura sprzyja dalekim obserwacjom, jednak widok z zarastającego wierzchołka jest już dość mocno ograniczony.

Triplex o kształcie walca stoi na masywnym podeście. Wyznaczał zakrojonymi rowkami strony państw graniczących ze sobą w przeszłości … Cofamy się do lat przedwojennych, widzimy w wyobraźni wytyczanie granicy, kopanie dołów i pomiary odległości. Były słupy główne, pośrednie oraz początkowe i nie ważne czy te od Stoha na północny zachód granitowe, czy też od niego na południowy wschód i dalej wzdłuż rzeki żeliwne – są zabytkami które przez ostatnie lata usuwane skrupulatnie praktycznie zostały unicestwione na dużych obszarach górskiej granicy. Żeliwne pewnie w większości trafiły na złom, w Bieszczadach Wschodnich natomiast, kamienne swego czasu posłużyły też jako nagrobki przy wiejskich cmentarzach. Ostały się jeszcze w Czarnohorze oraz w Gorganach jednak brakuje tych początkowych z orłem w koronie. Takie pozostały dziś jedynie na Pantyrze oraz na Popadii w Gorganach. Początkowym jest również triplex na Stochu, jednak posiadający całkowicie odmienną formę od zwykłych granitowych jak i żeliwnych. Myślę że pozostanie już tutaj w ziemi. Nawet ktoś niemądry i żądny posiadania, bądź pozbycia się go, nie będzie miał łatwego zadania. To przedsięwzięcie, które raczej nie pozostałoby niezauważonym. Niech tkwi w ziemi po wsze czasy jako pamiątka dla potomnych, że istniały dawniej również inne granice …

Rzut okiem wstecz, na przebieg fragmentu odbytej trasy. Po prawej ciągnie się droga wzdłuż zasieków dawnej radzieckiej sistiemy odnowionej na potrzeby obecnych służb lecz już nie pod napięciem. Tuż za płotem, wewnątrz sistiemy dróżka dla patroli ukraińskiej straży granicznej oraz orany regularnie pas ziemi, służący do odczytywania śladów osób wdzierających się nielegalnie na teren ukraińskiego państwa. Tuż za połosą biegnie linia graniczna pomiędzy współczesnymi słupami graniczących ze sobą państw. Za słupkiem znajduje się Rumunia i tamtejsze Karpaty.

Worota nr 2. Jeszcze do niedawna wstęp za bramę był surowo wzbroniony, a za czasów ZSRR wręcz niemożliwy. Teoretycznie i dziś wejście do zony jest zabronione, ale restrykcje zelżały … Posiadając zezwolenie, nie tak już trudne do uzyskania można śmiało wejść za bramę. Dowodem na to jest bliska obecność wieży obserwacyjnej na szczycie Rogów, oraz swobodna rozmowa z uzbrojonym żołnierzem patrolującym na motorze całą strefę KSP. Być może dla zachowania dobrych relacji nie powinno maszerować się pasem wyoranej połosy, tylko dróżką. Brama mimo wszystko jest zamknięta, należy przejść pod drutem, lecz w żadnym wypadku nie przekraczać słupków granicznych, co jednak wydaje się być oczywiste. Wieża znajduje się tuż przed nami, za bramą. Jesteśmy z pewnością obserwowani, jednak nikt nas nie niepokoi, cisza panuje dookoła, nawet nie złowroga, a zastanawiająca – zmieniło się w tych obszarach sporo, na lepsze. W rejonie Kiernicznego I etap wędrówki dobiega końca. W następnej części przedstawię wspomnienia z marszu granicą na magiczny Czywczyn i dalej ku dolinie Czarnego Czeremoszu do zapomnianego Burkutu, który słynąc dawniej z doskonałej wody mineralnej oraz uzdrowiska, funkcjonuje dziś na granicy rozkładu i wegetacji.

Tekst i zdjęcia Tomasz Gołkowski

W wyprawie uczestniczyli : Tomasz Gołkowski, Piotr Baran, Mariusz Obszarny

 

 

Share Button

Comments

comments

Tomasz

Tomasz, autor bloga, pochodzący z Podkarpacia miłośnik gór oraz dzikiej przyrody. Naładowany pozytywną energią, trochę szalony, niepokorny globtroter. Interesuje się historią, kulturą i etnografią Karpat. Zwolennik każdej formy turystyki i czynnego wypoczynku, promotor miasta Przemyśl jak i całego Pogórza Przemyskiego. Zaprasza do odwiedzenia swojego bloga, debaty oraz współpracy. Zachęca również do wspólnych organizacji wypraw górskich i wzajemnego dzielenia się wiedzą na tematy związane z turystyką. Pozdrowienia dla wszystkich ludzi gór a także odwiedzających mojego bloga :)

Może Ci się również spodoba

10 komentarzy

  1. Basia S. napisał(a):

    Niesamowita fotorelacja 🙂
    Brawo za odwagę i pokonanie wszelakich trudności .
    Jestem pod wrażeniem . „Czapki z głów „

  2. Salsa napisał(a):

    jestem pod wrażeniem, piękne zdjęcia

  3. Kinga napisał(a):

    Kolejna super wyprawa. A tu człowiek w pracy 😉 Może jakiś weekend uda się zagospodarować

  4. Maria z Pogórza Przemyskiego napisał(a):

    Tomasz, to się czyta jak baśń z tysiąca i jednej nocy:-) granice, bramy, wrota, druty, zasieki, a przemyt jak kwitł, tak kwitnie:-) Czywczyńskie dla mnie to taki koniec świata, niezwykła ta Wasza wyprawa, jej opis czyta się z wypiekami na twarzy, uda im się, przejdą? pozdrawiam serdecznie.

  5. Marta napisał(a):

    Wymagająca, ale piękna wyprawa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge