Wyprawy na Hnitesę cz. II

 

DSC_0270

Na wschodnich rubieżach Gór Marmaroskich wstaje nowy dzień – radosny i pogodny a zarazem cichy i zagadkowy. Obudzić się tam, w sercu Karpat na dzikim pustkowiu, to nie to samo co wstać w spokojnym domku w Murzasichlu i spojrzeć na Giewont … Tutaj jesteś naprawdę cząstką tego świata – chłoniesz, przeżywasz i jakby współpracujesz z naturalnym otoczeniem które być może pozwoli Ci dojść do celu, odnaleźć właściwą ścieżkę, czy też dokonać odkrycia o jakim marzysz jako eksplorator, turysta oraz podróżnik. Tutaj na stokach Kreczeli rozpoczynamy nowy rozdział, kontynuację marszruty rozpoczętej dnia poprzedniego – długi i mozolny marsz na północ, tam gdzie dawno temu być może naprawdę istniały legendarne dla nas współczesnych Rozrogi wymyślone lub może rzeczywiście odnalezione przez polskiego geografa i słynnego zarazem pisarza …

DSC_0238

Rozrogi to mityczny punkt – dawny styk granic sąsiadujących ze sobą państw … Być może znajdował się na Kreczeli, Hnitesie bądź w rejonie przełęczy Fata Banului. Wincenty Pol odnaleźć miał tu kamień czy też słup z wyrytymi inicjałami FRFinis Rei – Publicae czyli kres Rzeczypospolitej, oddzielający od ojczystych ziem wieki temu Siedmiogród oraz Mołdawię, później Galicję , Węgry oraz Bukowinę. Nie wiemy dziś na ile Pol ubarwił swoje wędrówki, co jest kłamstwem, lub fantazją, co zaś prawdą … Hugo Zapałowicz, współczesny Polowi botanik i krajoznawca, nie wierzył w prawdziwość słów Wincentego Pola. Wręcz uważał iż pisarz nigdy nie był tak daleko w okolicach Kreczeli, czy też Hnitesy, nie zgadzał się według Zapałowicza opis owych miejsc przedstawiony przez Pola. Nie to jest jednak najważniejsze. Wędrując przez bezdroża Gór Czywczyńskich, dreptamy po śladach wielu innych wybitnych eksploratorów, i krajoznawców jak : M. Orłowicz, H. Gąsiorowski czy też  W. Krygowski.

DSC_0274

Dziś najbardziej interesuje nas Hnitesa, nasz główny cel wędrówki ale nie jedyny … Teraz aby móc kontynuować rozpoczętą dnia poprzedniego wędrówkę, muszę odnaleźć wspomniany przeze mnie w poprzedniej relacji płaj – ścieżkę która trawersem omija Kreczelę by doprowadzić do przełęczy między jej północnym podnóżem a wymarzoną przez nas Hnitesą.

6:00 Zostawiam druhów pogrążonych we śnie i postanawiam zejść w dół by potwierdzić swe przypuszczenie – ścieżka na pewno biegnie niżej, może nawet 200 m w dół od naszego obozu … Przedzieram się przez kosodrzewinę i pomału schodzę, pośród obficie zroszonych traw. Po kwadransie odnajduję podejrzaną dzień wcześniej przeze mnie ścieżkę – jestem pewny że to ona … Biegnie mniej więcej na poziomie pośredniej między górami przełęczy i jest jakby drugą, powyżej tej która według opisu przebiegać może wkrótce w dół, ku potokowi.

DSC_0209

To zdjęcie, zrobione jest na wysokości ścieżki którą dnia pierwszego pod wieczór podejrzewałem o tę właściwą … Wczoraj byłem chyba już trochę zmęczony aby odpowiednio wcześnie zareagować na męczącą wspinaczkę wysoko ponad ścieżkę. Teraz jestem pewny że postępuję odpowiednio … Od rozpoczęcia płaju do ściany lasu idę może 5 minut i tam odnajduję czerwony znak szlaku … Towarzyszyć nam będzie jeszcze około dwóch godzin. Potwierdziłem swe przypuszczenia, teraz tylko potrzebuję wspiąć się ponownie na górę i odszukać w kosodrzewinie śpiących jeszcze kompanów.

Budzę towarzyszy wywołując z oddali ich imiona. W morzu kosodrzewiny ciężko odnaleźć nasze zielone namioty wkomponowane doskonale w otoczenie. Wiem przynajmniej że w tej gęstwinie trudno nas będzie wypatrzeć. Informuję kolegów o odnalezieniu ścieżki. Gotujemy wiec wodę na kawę by pobudzić się przed marszem, jemy coś naprędce i zaczynamy powolny marsz w dół. Jest ślisko o tak wczesnej porze, należy uważać, gdyż ciężkie plecaki utrudniają stabilne zachowanie pozycji.

DSC_0252Maszerujemy dość długo przez stary las. Mnóstwo tu powalonych drzew mchów i paproci, a także licznych strumieni spływających wysoko spod grzbietu Kreczeli. Strumienie wodę mają czystą i zimną. Napełniamy więc puste butelki, zdając sobie sprawę że gdy osiągniemy Hnitesę, tam brak wody może już okazać się poważnym problemem.

DSC_0244

Idąc dalej, odnajdujemy niezagospodarowaną już i zarastającą polanę. Dawniej był tu szałas pasterski, dziś pozostały ruiny. Ścieżka w tym miejscu jest niemal zupełnie zarośnięta, co oznacza że szlak na Toroiagę nieczęsto jest używany. Przyznam jednak że odcinek czerwonego szlaku którym jeszcze przez krótki czas będziemy się posługiwać, jest tu oznaczony znacznie lepiej niż w innych fragmentach wędrówki. Wychodząc z rejonu dawnego szałasu, odnajdujemy z powrotem naszą ścieżkę. Jest dość wygodna i czytelna, jednak w wielu miejsca zawalona martwymi pniami drzew. Wkrótce otwiera nam się kolejna polana wraz ze ścieżką opadającą w dół na lewo. Nasza marszruta zdecydowanie jednak zakręca w przeciwnym kierunku. Znów pniemy się pod górę przez las, by po chwili schodzić nieznacznie w dół. Dostrzegamy po pewnym czasie niewielką dróżkę odchodzącą stromo w dolinę. Jest to miejsce w którym czerwony szlak opuszcza nasz płaj – poprowadzić może turystów na Toroiagę i dalej ku cywilizacji, do Baia Borsza. My musimy iść dalej na wprost. Wypatrujemy teraz miejsca, w którym ścieżka według mapy zakręci ostro w prawo, a oczom naszym powinna ukazać się rozległa polana na przełęczy Prislopul Cataramei ( 1603 m n.p.m. ) z niewielkim stawem oraz widokiem na pasmo graniczne.

DSC_0278

Niewiele później jesteśmy świadkami wspaniałych, rozległych widoków z Hnitesą w roli głównej. Siadamy by odpocząć i przygotować drugą już dzisiaj porcje kawy. Czeka nas teraz marsz na przełęcz pod Hnitesą. Tam już będziemy zmuszeni zwiększyć czujność. Znajdziemy się w miejscu gdzie przebiega obecna granica Rumunii z Ukrainą. Mimo że mamy pozwolenie od rumuńskiej straży granicznej, nie możemy narażać się na naruszenie granicy, która nie zawsze jest tam zarysowana czytelnie.

DSC_0302

Idziemy przez gęsty, stary las powyżej widocznej dzięki prześwitom doliny Wazeru – rzeki której źródło znajduje się nieopodal. Nie mamy czasu jednak na szukanie korzeni tej malowniczo położonej górskiej strugi o której w przeszłości pisałem na blogu. Musimy maksymalnie wykorzystać czas by przed nocą zajść jak najdalej.

DSC_0297

Przełęcz Fata Banului ( 1560 m n.p.m. ) oraz Hnitesa w oddali. Jesteśmy praktycznie na granicy, ale nie podchodzimy na razie bliżej. Nie znamy dokładnie tego miejsca i postanawiamy zejść wygodną ścieżką w dół, pod Hnitesę, tam odpocząć i zastanowić się w jaki sposób wykonamy ostatni skok na szczyt.

DSC_0308Odnajdujemy niewielki strumyczek – prawdopodobnie wypływający ze źródła znajdującego się pomiędzy grzbietem Hnitesy a przełęczą. Tutaj odpoczywając przy kubku trzeciej już dziś kawy, podejmujemy decyzję – wdrapiemy się na upragniony szczyt nie grzbietem gdzie biegnie ścieżka graniczna, tylko po stoku od strony polany na której się znajdujemy. Marsz w górę stromym stokiem będzie zapewne trudniejszy, ale chcemy wykonać zadanie bez sytuacji w której pogranicznicy mogliby nam zakłócić wędrówkę mimo posiadanego pozwolenia. Hnitesa jest niepowtarzalna, nie chciałbym aby ktoś w ostatnim momencie podważał naszą legalną obecność w tym miejscu.

DSC_0333

Nie możemy znaleźć ścieżki. Po każdej próbie wejścia w las efekt jest ten sam – gęsta ściana młodych świerków nie pozwala nam przecisnąć się z ciężkimi plecakami choćby metr wyżej. Mijają minuty nieubłaganie, ale nie mamy już chęci zawracać z powrotem na przełęcz by jednak zdecydować się na podejście grzbietem. W końcu odnajdujemy wąską nitkę która przynajmniej przez pewien odcinek podprowadzi nas przez las. Niedługo jednak – ścieżka nagle zlewa się z podszyciem, ale przynajmniej las jest tu mniej gęsty, na tyle mniej, by dać nam szansę na przeciśnięcie się wyżej, mozolnie lecz sukcesywnie. Stawiamy kroki rozważnie, dosłownie balansujemy miedzy powalonymi pniami, oraz wąską przestrzenią pomiędzy drzewami. Górska ściana staje się niemal pionowa, w pewnym momencie mam obawy że z plecakiem na ramionach przejście pod nisko położonymi gałęziami będzie technicznie niemożliwe. Miliony małych much, komarów, czy też innego paskudztwa, doprowadzają nas do szaleństwa, wierzymy jednak że już niedaleko, krok po kroku jesteśmy bliżej celu … tuż tuż, ściana lasu coraz rzadsza, widać już prześwity, jeszcze kilkanaście kroków i wstępujemy w rejon mniejszego wierzchołka wymarzonej i legendarnej Hnitesy … Rozglądamy się z niedowierzaniem, oszołomieni faktem bycia w miejscu kresu dawnej Rzeczypospolitej … Słynne Rozrogi może to tu … w każdym bądź razie stojąc pomiędzy Kreczelą a Palenicą jesteśmy w środku potencjalnego  styku historycznych granic i na najdalszym krańcu dawnej Polski.

DSC_0348Nie sposób już dziś  dowieść gdzie znajdował się ten centralny punkt. Wypada raczej pójść za słowami Władysława Krygowskiego który napisał następujący tekst :

Na próżno szukasz tu starej jagiellońskiej granicy. Zostaw to wyobraźni , marzeniu, poetycznemu widzeniu świata. Inaczej zgubisz się w datach, papierach, dokumentach. Popatrz na tę ziemię inaczej, spójrz przez wyobraźnię

Zastanowić się z drugiej strony można teraz, czy również sam W. Krygowski był na wierzchołku …

DSC_0397Obecna granica na grzbiecie głównym. Dalej podążać będziemy wąską ścieżką widoczną pomiędzy granicznymi słupkami, chwilami gubiącą się na tle zielonych i zwartych krzaków borówki.

DSC_0421

Chwila przemyśleń … moment wtopienia się w ciszę i w stan odosobnienia, pośród morza gór, zapomnianych lasów i nieodgadnionych tajemnic …

DSC_0443Ostatnie spojrzenie na rozległy grzbiet Hnitesy … teraz musimy iść dalej, na Palenicę i ku kolejnym szczytom, z nadzieją odnalezienia polskich korzeni na tej odległej i egzotycznej dziś ziemi.

DSC_0448

Idziemy dalej grzbietem niemalże równym jak stół, chłonąc krajobrazy które wkrótce znikną nam z oczu na niedługi czas. Przed nami otwiera się kolejny szczyt, Palenica (1758 m n.p.m.) … To jedno wielkie morze kosodrzewiny … Przecinka graniczna przebiega tu bardzo wygodnie jednak tuż poniżej szczytu widoków jakichkolwiek brak. Kolejne podejście i kolejny wierzchołek – Komanowa … Na szczyt jednak dziś już nie wejdziemy. Dzień kończy się, kolejny niesamowity rozdział podróży w przeszłość … Dzisiejsze miejsce na nocleg znajdujemy w gąszczu kosodrzewiny tuż przy ścieżce granicznej … Niesamowite miejsce, atmosfera, oraz świadomość noclegu dosłownie na granicy jest ekscytującym uczuciem. Zasypiamy w swych namiotach twardym snem po intensywnym i obfitym we wrażenia dniu. Jutro kolejna przygoda i nowy rozdział dla nas , w samym sercu magicznych Karpat Wschodnich …

III część wyprawy na Hnitesę oraz żeliwny słup graniczny

Tekst i zdjęcia : Tomasz Gołkowski

 

Share Button

Comments

comments

Tomasz

Tomasz, autor bloga, pochodzący z Podkarpacia miłośnik gór oraz dzikiej przyrody. Naładowany pozytywną energią, trochę szalony, niepokorny globtroter. Interesuje się historią, kulturą i etnografią Karpat. Zwolennik każdej formy turystyki i czynnego wypoczynku, promotor miasta Przemyśl jak i całego Pogórza Przemyskiego. Zaprasza do odwiedzenia swojego bloga, debaty oraz współpracy. Zachęca również do wspólnych organizacji wypraw górskich i wzajemnego dzielenia się wiedzą na tematy związane z turystyką.
Pozdrowienia dla wszystkich ludzi gór a także odwiedzających mojego bloga :)

Może Ci się również spodoba

15 komentarzy

  1. Basia S. napisał(a):

    Czytam z zapartym tchem i normalnie Was podziwiam za wszystko ..

  2. Janusz Witkowski napisał(a):

    Ten tekst czyta się lepiej niż najlepsze powieści sensacyjne.

  3. jacek przewodnik świętokrzyski napisał(a):

    Ten tekst to jest coś ponad najlepszym kryminałem Agaty Christi to koniec świata a jednak tam jest nasz Wędrowiec Mistrz Wszech Karpat Tomasz Gołkowski.

  4. Rafal napisał(a):

    Boże! Mityczna Hnitesa. To miejsce wydaje mi się tak odległe dziś, jakby nierealne. Aż dziw, że jednak dziś można tam dotrzeć, gdzieś na te kresy. Może kiedyś i mi się uda…

  5. Duśka napisał(a):

    Wspaniale przedstawiłeś kawałek naszej utraconej historii. Kiedyś mieliśmy przestrzenie… Relacja fantastyczna, a zdjęcia przeniosły mnie na ten kres kresów 🙂 Piękne. To czekam na część III, tylko nie wiem, czy zdążę przed wyjazdem. Nadrobię. Uściski Wędrowniczku!
    Duśka ostatnio opublikował…Szalem-alejchem, czyli dzień dobry w TykocinieMy Profile

    • Tomasz napisał(a):

      Wiesz Dusiu, to raczej tylko przypomnienie tych miejsc niż jakiekolwiek zapędy historyczne a już na pewno nie mające na celu wzbudzania ciągotek ku przeszłości. Raczej chęć pokazania Karpat wszystkim narodom w nich żyjącym, i tworzącym od wieków ich historię a było i jest tych narodów sporo. Postaram się opublikować pod koniec tygodnia III część.
      Pozdrawiam serdeczne 🙂
      Tomasz ostatnio opublikował…Wyprawy na Hnitesę cz. IIMy Profile

  6. Lady Wagabunda napisał(a):

    Czytając początek, miałam wrażenie, że to relacja z jakiegoś kompletnego buszu, godna Beara Gryllsa (który, tak na marginesie, wcale takim „buszmenem” nie jest). Wspaniała wycieczka i świetne zdjęcia, teraz trochę bardziej rozumiem ten sentyment, z jakim Sienkiewicz w Trylogii opisywał tamte tereny. Pozdrawiam!
    http://www.ladywagabunda.blogspot.com

  7. Hubert Oleszczuk napisał(a):

    Świetny wpis, bardzo przyjemnie się go czyta i do tego piękne zdjęcia 😉 Te ruiny szałasów i dzikie tereny – lubię takie klimaty.
    Czekam na część trzecią 😉
    Hubert Oleszczuk ostatnio opublikował…Dobór słów kluczowych – jak znaleźc słowa kluczowe na bloga?My Profile

  8. Malgorzata napisał(a):

    Wrażenie ogromne !Czytałam z zapartym tchem .Zdjęcia i relacja zachwycające.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge